Nasz ksiądz i renowacja pokryć dachowych

Mamy w parafii proboszcza, który słynie z nietypowych rozwiązań. Nie lubi trwonić pieniędzy, i jakiekolwiek wydatki stara się odwlekać na jak najpóźniej. Jednak dasz w jego plebanii był już w opłakanym stanie. Dom był zabytkowy, więc w końcu wszystko powoli zaczęło się sypać.

Renowacja pokryć dachowych wyszła nam idealnie

renowacja pokryć dachowychWpadł na pomysł, że pomogą mu parafianie, aby nie wzywać specjalnie majstrów. Zgłosiłem się na ochotnika, bo mam pewne doświadczenie, i mogę się tym zająć. Ja i mój kolega zabraliśmy się do pracy. Gdy najlepsza renowacja pokryć dachowych była już gotowa, spojrzeliśmy sobie, jak to wszystko wygląda, i czy niczego nie brakuje. Byliśmy zadowoleni, bo zrobiliśmy to niemal idealnie. Później ksiądz dał nam obiad, i pogadaliśmy z nim chwilę. Szukałem narzędzi do pracy i znalazłem wielkie wiaderko. To była farba do malowania dachu, miała chyba z 10 litrów. Po obiedzie i kawie przyszedł czas na malowanie dachówki w plebanii. Proboszcz co chwila pytał, czy w niczym nam nie pomóc. Na szczęście dawaliśmy sobie radę sami. Skończyliśmy dość wcześnie. Myśleliśmy, że zajmie nam to więcej czasu. Przydałoby się tu jeszcze jakieś ocieplenie, więc pomyślimy nad tym. Ksiądz nam podziękował, zapakował nam ciasto w ramach wdzięczności na drogę i wróciliśmy do siebie.

Potem dostaliśmy oficjalne podziękowania na ogłoszeniach duszpasterskich na końcu mszy. Warto czasem pomagać, bo przy okazji ktoś zaoszczędzi trochę pieniędzy, i nie trzeba będzie dorabiać obcych, a my miło spędzimy czas. Do tej pory wspominam te pyszne ciasto, które poszło nam w niespełna pół godziny.